Świta. Obudził mnie okropny warkot potężnego samochodu. Zabierają śmieci. Muszę uciekać. Wieje lodowaty wiatr, zacina deszcz ze śniegiem. Biegnę przed siebie. Mam przemoczone futerko. Mijam osiedle domów jednorodzinnych ogrodzonych wysokimi płotami. Prawie na każdym podwórku ujadają wściekle ogromne psy. Ta okolica nie jest przyjazna dla takich małych, bezbronnych istot jak ja. Za rogiem zaczynają się ogródki działkowe. Nareszcie cisza i spokój. Przeskoczyłam furtkę i znalazłam nową kryjówkę za altanką na stercie desek pod drewnianymi skrzynkami. Chwilowo poczułam się bezpieczna. Ale co dalej?