Przerażenie, strach, panika – to uczucia, których dzisiaj doświadczyłam. Czy mocny sen, czy osłabienie z głodu spowodowały, że zatraciłam czujność i dałam się zaskoczyć dwóm wyrostkom. Podeszli bardzo cicho, musieli widzieć mnie z daleka, nie zdążyłam uciec, przycisnęli mnie kocem, próbowałam drapać, rozpaczliwie walczyłam – bezskutecznie. Zawiązali mi sznurek na szyi. Przygotowałam się na najgorsze. Jeden z nich ciągnął mnie po całej działce jak psa na smyczy. Pętla zaciskała się coraz boleśniej. Drugi chłopak opróżnił plecak z kilkunastu butelek. Zapowiadała się długa uczta. Przywiązali mnie tymczasem do drzewa i zajęli się zaspokajaniem pragnienia. Zapadł już zmierzch a moich oprawców opanowała pomroczność ciemna, czyli pijacki sen. Siedziałam cichutko, mając nadzieję, że zapomną o mnie i nie dokończą bestialskiego mordu, który zapowiadali racząc się obficie trunkami. Nagle za płotem usłyszałam ciche miauknięcie – to mój towarzysz przyszedł mi pomóc. Niestety, był bezradny. Jednak jego obecność dodała mi odwagi, byłam zdesperowana, musiałam się ratować. Zaczęłam więc gryźć zniewalający mnie sznurek. Rozpacz i strach spotęgowały początkową nieudolność i po kilkunastu minutach z pętlą na szyi przeskoczyłam płot. Byłam wolna.