Zorientowałam się, że Brodacz przynosi karmę systematycznie każdego dnia o określonej porze. Wszystkie koty czekają na niego i zjadają spokojnie swoje porcje, nikt nie musi walczyć o pokarm. Dlatego panuje tu przyjazna atmosfera. Nikt mnie nie straszy, nie odpędza, nie krzyczy – wprost przeciwnie – zostałam zaakceptowana i przyjęta do tej zwierzęco-ludzkiej rodziny. Przychodzi tu również mój czarno-biały towarzysz. Poczułam się pewniej w tym gronie, więc pozwalam się brać na kolana zarówno Brodaczowi jak i Blondynie, która również spędza tu czas zwłaszcza w ciepłe, słoneczne dni. Czy znalazłam wreszcie swoje miejsce? Jak długo będę tu szczęśliwa?