Z nieba spadł gołąb. Biedaczek miał podcięte lotki i nie mógł wzbić się w powietrze. Oczywiście uczynił to człowiek barbarzyńca, pseudogołębiarz – których na działkach jest sporo. Nie chciał, żeby odleciał, pewnie go ukradł, a ptak w jakiś sposób wydostał się z klatki i próbował odfrunąć. W tym czasie na działce Brodacza przebywał Łatek i Rudaska. Instynkt łowiecki nakazał im upolowanie okaleczonego ptaszka. W jednej chwili skoczyli po pergoli na dach altanki, gdzie wylądował inwalida. Gołąb w odruchu rozpaczliwej walki o życie skoczył w dół i zaplątał się w krzewy borówek. Zanim koty zeskoczyły z dachu – Brodacz rzucił się biedakowi na ratunek i ostrożnie wydobył z chaszczy ptaka sparaliżowanego strachem. Potem zawiózł go do prawdziwego hodowcy gołębi. Mam nadzieję, że żył tam długo i szczęśliwie.